Świadectwa EDK 2017 rok

Na pytanie do Uczestników: „Czy Czy udało Ci się zbliżyć duchowo do Boga w trakcie przemierzania EDK ?” otrzymaliśmy następujące odpowiedzi:


Dotarłem do granicy swoich możliwości. Każdy kolejny krok zawdzięczałem jedynie Bogu. Ostatnie 10 km było wielkim cierpieniem i bólem, ale chyba tak właśnie miało to wyglądać. Adam


W EDK uczestniczę po raz trzeci. W tym roku oprócz własnych motywacji i chęci przypadła mi rola „opiekuna towarzysza” dla mojej żony. Przyszło skrajne zmęczenie, przemarznięcie i okropny ból spowodowany długością drogi i twardym obuwiem. To co przeżyła moja żona i jak Bóg pokazał jej swoją obecność, pozostawiam Jej. Dla mnie Bóg przygotował inną lekcję. lekcję pokory, cierpliwości i wiary w Jego dobre działanie i Boży plan. Przez całą drogę oprócz rozważań Drogi Krzyżowej modliłem się o siłę i pokrzepienie dla mojej żony, i o to aby Bóg dał Jej oprócz trudu tej drogi doświadczyć swojej obecności i miłości. To co otrzymaliśmy i przeżyliśmy wspólnie przerosło moje oczekiwania. Bóg w słowach zawartych w rozważaniach, w znakach dookoła nas i trudzie przebytej drogi, przekazał nam tyle prawdy o nas samych , pokazał słabości . Ale przede wszystkim dał nam ogromną nadzieje i wiarę, że jest obok nas i z Nim możemy dokonywać wspaniałych rzeczy razem. Pokazał że każdy moment życia jest dobry aby zrobić coś nowego i wartościowego. Pokazał , że razem, opierając się na Jego prawdzie możemy żyć piękniej. Dziękuję za każdą chwilę spędzoną razem.

Anonimowy uczestnik


Dzięki rozważaniom z książeczki zacząłem się zastanawiać nad moim życiem. Teraz po przejściu czas na podjęcie działania 😉

Anonimowy uczestnik


Poczułam jak człowiek jest mały słaby bezsilny bezradny w ogromie bólu i cierpienia.

Agnieszka


Podczas wędrówki, która pod koniec była już męcząca odnajdywałam wsparcie w rozmowie z Bogiem. To dodawało mi siły i pozwalało stawiać kolejne kroki. Czułam, że to co robię ma sens.

Anonimowy uczestnik


W trakcie EDK w zależności od czasu jaki już minął od rozpoczęcia różne myśli przewijały się po mojej głowie. Początkowo bardziej błahe sprawy, później trochę poważniejsze. Cały czas jednak gdzieś głęboko czekałam i liczyłam na przełom. Ten o którym wiele osób uczestniczących wcześniej w EDK mówiło i mówiła o nim sama nazwa EDK „Droga Przełomu”. Jednak tego przełomu takiego duchowego w czasie wędrówki nie odkryłam. Przełom był jedynie w momencie gdy już chciałam zrezygnować a jednak poszłam dalej. Było to na 39 kilometrze. Wydaje mi się jednak że to bardziej przełom fizyczno-psychiczny. Wtedy wydawało mi się, że przy tak ogromnym zmęczeniu i myśleniu tylko ile jeszcze zostało do końca, utraciłam gdzieś tą duchową część tego wydarzenia. Teraz po ukończeniu EDK myślę, że owoce tej drogi i ten Przełom dopiero nastąpi. Już teraz na każdym kroku dostrzegam małe oznaki tego co dzięki tej drodze zdobyłam: wiarę w siebie i we własne możliwości, tego że moja słaba „silna wola” może jednak nie jest taka słaba, i tego że jeżeli będzie już bardzo źle to wystarczy że będę robić coś dalej, stawiać te kolejne kroki a tak naprawdę całą resztą zajmie się Bóg.

Ela


Niosłam brzozowy krzyż na plecach jako znak pokuty za grzechy swoje i mojej rodziny. Na Mszy św. ksiądz pięknie określił motto że Pan jest przy mnie jako potężny mocarz czego mam się lękać. Z ufnością wyruszyłam w drogę. 1 etap dosyć dobrze przebiegał rozważania wspaniałe. Ale etap 2 był ekstremalny całkowicie. W czasie tego trudu zaraz pojawiała się myśl: gdy ci trudno sięgaj po różaniec ,koronkę i rozmawiaj z Bogiem. To dawało wewnętrzny spokój zapomnienie o bólu i trasa mijała szybciej aż do rana… Wiem że będę tęsknić za ”’pustynią” cały rok jak w piosence ”Na pustynię wywiedź mnie Boże”.

Anonimowy uczestnik


Kiedy szłam tą Ekstremalną Drogą Krzyżową zmagałam się z ogromnym bólem kolana. Dlatego każde moje dotarcie do kolejnej stacji było ogromnym szacunkiem dla Pana Jezusa, który umarł na krzyżu za moje grzechy. Z każdą stacją uświadamiałam sobie jego wielką miłość do mnie.

Iwona


Myślę ,że w pewnym stopniu tak udało mi się zbliżyć do Boga.

Daniel


Udało mi się poświęcić ten czas prawie wyłącznie Panu poprzez radosne wychwalanie Go. To był dobry i bardzo potrzebny czas dla mnie.

Łukasz


Ostatni etap trasy był dla mnie bardzo ciężki. Zmęczenie, ból i walka z pokusą, aby zejść z trasy. Cały czas nawiedzały mnie myśli takie jak: „przeszedłeś już blisko 60 km, zrobiłeś wystarczająco dużo – daj już sobie spokój!”, „przestań się katować, przecież mógłbyś teraz pić poranną kawę, siedząc wygodnie w fotelu” itp. Zacząłem głośno się modlić. Do kogoś kto mógłby obserwować mnie z boku, mogłem uchodzić za szaleńca – ledwo powłóczący nogami, brodaty mężczyzna, mamroczący coś pod nosem w niezrozumiałym języku (odmawiałem różaniec po łacinie). Wierzę jednak, że to modlitwa dodała mi sił, aby ukończyć trasę. Intencja, w której wyruszyłem, wymagała widocznie cierpienia – zarówno duchowego, jak i fizycznego.

Anonimowy uczestnik


Zdecydowanie tak. Zrozumiałem że nasze życie jest jak droga krzyżowa którą przeszedłem. Wyruszyłem w drogę i spotykam po drodze różne sytuacje. Niekiedy wszystko jest wspaniałe a nieraz muszę się zmagać z trudnościami. Szczególnie te trudne chwile uczą mnie najwięcej i choć są momenty kiedy brakuje mi siły i myślę o tym żeby się poddać to zaciskam zęby i idę dalej. Pokonując własne słabości staje się lepszy i silniejszy i bardziej doceniam te dobre chwile. Oprócz sytuacji spotykamy też innych ludzi. Zarówno w życiu jak i podczas EDK spotkałem cudownych ludzi. Jedni dają radę i pomoc która motywuje do dalszej wędrówki a inni dzielą się z nami materialnie. Na EDK kiedy miałem potężny kryzys (pojawił się potężny ból kolana i trudno mi było iść) i myślałem żeby się wycofać doszedłem do sali w Chybiu. Tam otrzymałem wsparcie. Chwila szczerej rozmowy i ciepła herbata dała mi tyle siły że oczywistym stało się że się nie poddam. Dziękuję ludziom którzy postanowili zostawić ciepłe łóżka żeby nam służyć, chciałbym żeby wiedzieli jak ogromnie jestem im wdzięczny. Tak samo jest w życiu kiedy przeżywamy bardzo trudne chwile i wydaje się że nie dam rady, pojawiają się ludzie którzy pomagają się podnieść. Jeszcze raz szczerze dziękuję wspólnocie w Chybiu a szczególnie Pani która pełniła dyżur ok. godz. 5. Podczas mojej drogi pozbyłem się również lęku bo podczas wędrówki kiedy muszę radzić sobie sam lub pomagają mi inni jest też Ktoś kto również mnie prowadzi i dba żeby droga była prosta i bezpieczna. Bóg daję mi siłę które sprawią że nie boję się niczego. Czasem gdy wybieram inną drogę czy zbaczam ze szlaku pakuje się w kłopoty a wsparcie i doświadczenie które zdobyłem wcześniej pomagają mi wrócić na właściwą ścieżkę. W końcu docieramy do celu, do domu. Poobijani, zmęczeni ale lepsi, doświadczeni i mocni. Kończy się wędrówka ale doświadczenie pozostaje i kiedy odchodzimy to możemy je zostawić innym. Dlatego warto dobrze żyć, być wzorem dla siebie i innych. Droga Krzyżowa to moje życie. Dziękuję z głębi serca.

Darek


Udało mi się zbliżyć do Boga, poczułam W PRZYBLIŻENIU jak ciężko mógł mieć na swojej drodze krzyżowej Jezus. Zobaczyłam przy stacjach, pod drzewem z padającym na głowę deszczem jak tętni nocne życie oraz jak później świat rodzi się na nowo.

Magda


To był czas na przemyślenie i modlitwę.

Anonimowy uczestnik


Potrzebowałem od jakiegoś czasu czegoś, co oddzieli mnie od przyziemnych problemów, a EDK zrobiła to doskonale poprzez połączenie wysiłku fizycznego, spokoju, ciszy, modlitwy, rozważań i zadumy. Po EDK niektóre problemy stały się bardziej znośne, niektóre mniejsze, zaś to co najważniejsze – Bóg, miłość, rodzina, uzyskały najwyższe miejsce w systemie wartości i priorytetów. Biegam 10, 20, 30 km, wtedy też myślę, też ustalam swój własny system wartości, swoje priorytety, jednak EDK zrobiła to w zupełnie innym wymiarze. To było doskonałe.

Bartek


To była moja pierwsza EDK, wcześniej sporo czytałem o EDK i w pewnym sensie podejmując decyzję o udziale dość mocno nastawiałem się właśnie na głębokie odczucia duchowe … Po wyjściu na trasę początkowe poczułem pewnego rodzaju „rozczarowanie” .. dlaczego mnie to nie dotyka?, dlaczego nie odczuwam tego tak jak Ci o których czytałem?…. i tak było przez pierwsze 20-30 km …. po czym pomiędzy 40-50 km wszystko zaczęło nabierać zupełnie innego wymiaru …. pomyślałem (a teraz już wiem na pewno) ze duże znaczenie ma właśnie ten fizyczny ból i zmęczenie jakie zaczynam odczuwać .. i nagle pierwsza myśl jaka się pojawia – tak to właśnie o to chodzi, o to fizyczne zmęczenie, wyczerpanie, poczucie słabości … przecież Jezus tez cierpiał odczuwając ból fizyczny ….i właśnie ta myśl zmieniła dalszy etap mojej drogi. Kolejne kilometry były już zupełnie inne, skupiłem się na rozważaniach i przemyśleniu spraw które powodowały u mnie potrzebę uczestnictwa w EDK. Po 67 km, rano po dotarciu do kościoła, mimo że nie byłem już w stanie nawet uklęknąć do modlitwy ( ból kiedyś kontuzjowanego kolana był przeraźliwy) stanąłem w kościele i przypomniałem sobie jedna z sentencji rozważań … „Panie spraw aby ta Droga Krzyżowa była na mnie momentem przełomu – upadku i powstania w sile”.

Arek


To była moja druga EDK po raz drugi ta sama trasa. Tym razem była ona dla mnie trudniejsza od ubiegłorocznej. Praktycznie od 1-szej stacji do samego końca szedłem sam, nie widząc nikogo przed sobą ani za sobą i o ile fizycznie droga była dla mnie mniejszym obciążeniem niż w ubiegłym roku, to duchowo przeżyłem ją o wiele mocniej. Intencja w jakiej szedłem, trudne warunki i pozorna samotność na trasie bardzo mocno wpłynęły na stan mojego ducha. Piszę „pozorna samotność”, bo wielokrotnie czułem idącego ze mną Boga. W ubiegłym roku byłem z siebie dumny, że doszedłem w dobrym czasie – w tym roku dziękowałem Bogu, że pozwolił mi dojść. Gdy uklęknąłem w kościele św. Katarzyny, na myśl przychodziło mi tylko jedno: Chwalę Ciebie Panie i uwielbiam, Wznoszę w górę swoje ręce, Uwielbiając Imię Twe. Bo wielkiś Ty Wielkie dzieła czynisz dziś Nie dorówna Tobie nikt…

Leszek


Początkowo zwyczajnie odczuwałem niepokój związany z pokonywaniem samotnie nocnej trasy. Kiedy to wszystko narastało nie pozostało nic innego jak zwrócić się do Boga wielbiąc go słowami różnych pieśni. Kiedy przestawałem było gorzej. Późniejszy etap to skrajne zmęczenie i prośba o ukończenie. W międzyczasie Bóg pokazał mi moje wady – pozostałem bez maski, wymówek – zobaczyłem swoje szczere oblicze. W głowie pozostały słowa: „wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. EDK zmienia – umacnia a w wszystko to za sprawą Boga. Przy takim EDK odzyskuje się swoją godność, indywidualność, odpowiedzialność – takim stworzył nas Bóg abyśmy byli wolni i gotowi do służby innym.

Robert


Czułam, że Bóg jest ze mną. Całkowicie się nie udało ponieważ noga odmówiła posłuszeństwa i musiałem zrezygnować. W przyszłym roku spróbuję znowu.

Anonimowy uczestnik


Pierwszy raz uczestniczyłem w EDK. Rozważania 2017 „Droga Przełomu” stacja 8 JEZUS SPOTYKA PŁACZĄCE NIEWIASTY – słowa Marysi menedżerki IT „Jest wiele czynników, które oddziałują na mnie, ale ja mogę wpływać tylko na niektóre. I to na nich właśnie warto się skupić”. Bóg przez słowa Marysi trafił w moje serce. Człowiekowi wydaje się, że na wszystko ma wpływ, ale są chwile w życiu, które trzeba powierzyć Jezusowi. Ja o tym wiedziałem, ale przychodzi czas, moment kiedy o tym zapominamy.

Sylwester


Udało się porozmawiać z Bogiem i podjąć ważną decyzję.

Szymon


Gdyby nie modlitwa z którą jakoś ostatnio miałem problemy nie byłbym w stanie przejść trasy.

Karol


Gdy szedłem ostanie 10 km z obdartą nogą i wielkim zmęczeniem, modląc się myślę że to On dodał mi sił żebym mógł ukończyć EDK

Piotr


Bez przygotowania, podjąłem wezwanie EDK i dzięki opatrzności Bożej dotarłem do końca. Pomimo, że przez całą trasę miałem mokro w butach i przemoczone ubrania: nie „dopadła” Mnie żadna choroba! przerwa w kościele w Mnichu też była potrzebna i dzięki Bogu znalazły się osoby, które okazały nam dobre serce: dodały nam trochę otuchy (podbudowały na duchu i ciele) by móc wyruszyć w dalszą drogę! Ostatnie kilometry walczyłem ze Sobą gdyż do końca trasy (Kościoła) miałem ~10 km a do domu bliżej! ale dotarcie do końca było Moim Małym-Wielkim sukcesem!!

Anonimowy uczestnik


Tak, kilka razy miałem chwile załamania myślałem że to już koniec ale udało mi się podnieść i ukończyć tą EDK.

Szymon


Tegoroczną trasę mogę podzielić na 2 etapy. Pierwszy – 30km podobnie jak w zeszłym roku przeszedłem razem z żoną trzymając Ją za rękę i wspólnie przeżywając Mękę Pańską wraz z przygotowanymi rozważaniami. Niestety dochodząc do lasu w Landeku/Chybiu przy głównej drodze żona doznała kontuzji. W zasadzie mieliśmy wtedy zakończyć drogę razem, rozpadał się deszcz, wiedzieliśmy że zostaliśmy ostatni na trasie bo przez ostatnie 5 km minęło nas ok 10-15 osób a inni zakończyli trasę przy kaplicy św. Wendelina. Wtedy jakoś dotarło do mnie przesłanie tegorocznej EDK „Droga Przełomu”. Zostawiłem plecak, cały zbędny bagaż, wziąłem lampkę i … „Bóg dał mi skrzydła”. Nagle z tempa 4-4,5 km/h dostałem takich sił że w lesie i na wałach minąłem kilkunastu innych pielgrzymów i o godz. 5.18 zakończyłem swoją Drogę Krzyżową Przełomu. Bóg chciał abym Mu zaufał, „wstał z kanapy” i ruszył bo … „Ma boleć”. I na końcu trasy wszystko bolało ale za to Chwała Panu.

Radomił