Świadectwa EDK 2016 rok

Na pytanie do Uczestników: „Czy Czy udało Ci się zbliżyć duchowo do Boga w trakcie przemierzania EDK ?” otrzymaliśmy następujące odpowiedzi:


EDK pozwoliło mi na zaufanie Bogu. Udało mi się bez udziwnień, bez zbędnych słów i upiększeń zwrócić się do Boga w swojej bezsilności. Udało mi się wziąć odpowiedzialność za przemierzenie trasy na siebie, mogłem poczuć przygodę dla mężczyzny.

Robert


TAK myślę ze ta EDK jest dla mnie umocnieniem wiary w BOGA .W trudnych momentach marszu myśląc o Jezusie zapominałem o bólu i odległości która jest jeszcze do pokonania

Krzysztof


Dzięki ciszy i skupieniu, której tak bardzo brakuje w codziennym zabieganiu, dzięki bliskości innych ludzi, którzy bez słowa maszerowali przed, obok i za mną, którzy w ten sam sposób odczuwali zmęczenie, ból, ale i dzięki możliwości obcowania z przyrodą, jakże inaczej odbieraną nocą, dało się odczuć Bożą obecność, przynajmniej ja to tak odbierałem.

Sebastian


Dla mnie to od początku było doświadczenie duchowe to jest moja druga EDK i wiem, że bez P. Boga to kompletnie nie ma sensu. Wiele razy byłam na pielgrzymkach i rożnego rodzaju wyzwaniach religijnych. Zawsze przychodziły mi do głowy te same myśli po paru pierwszych kilometrach  „to jest niemożliwe, znowu tu jestem, co mnie tu tak pcha, znowu zmęczenie, ból, pot, czasem łzy – nie wytrzymam. Gdy jednak dochodziłam do celu nie mogłam się doczekać aby iść jeszcze raz. Po pierwszej EDK z Jabłąkowa do Dzięgielowa (górami) mówiłam sobie – byłam, zobaczyłam, przeżyłam, doszłam zwyciężyłam wystarczy. A jednak jak widać podjęłam wyzwanie jeszcze raz… No cóż tym razem  zrezygnowałam na około 42 km (Chybie) ból mięśni ud był tak ogromny, że nie mogłam dźwignąć nogi by postawić jeszcze jeden krok. Problemy zaczęły się na 30 km, bóle mięśni ud zaczynały dawać się znaki ale wydawało mi się, to da się wytrzymać.  Przez cały czas wędrowania towarzyszyła mi w głowie piosenka ” …Nie siłą nie mocą naszą, lecz łaska Ducha Świętego…” i tak wędrowaliśmy dalej. Prawda jest taka, że dopóki nie podda się serce rozum nie ma nic do gadania. I jeszcze jeden krok i jeszcze jeden… już coraz bliżej Zabrzeg  to parafia mojego zamieszkania, przecież dojdę, przecież już tak niewiele, przecież tam czeka na mnie św. Józef- mój ulubiony święty. Na następnym postoju nie mogę wstać z ławki, ból tak ogromy, że serce mówi – nie dasz rady, mięśnie twarde i spięte jak kamień, nasze tempo wędrowania spada całkowicie i jeszcze przerwa odpoczynek,  może za chwile będzie lepiej, może trochę odpuści, mały  masaż, może dam rade. Jeszcze jedna próba, dojdziemy jeszcze do stacji,  jeszcze 3 km – jak wieczność. Dochodzimy  w końcu do stacji, siadamy na przystanku, decyzja dzwoń- „niech po nas przyjadą’… Czekanie, smutek  i gdzieś tam gorycz porażki.  Lecz gdzieś tam w sercu świadomości, że Bóg nawet największą porażkę potrafi zamienić w sukces, w zwycięstwo. Gdy w Wielki Piątek  stoimy w kościele, dumni i bladzi, że udało nam się zrobić to czy tamto, że dotrzymaliśmy postanowień wielkopostnych, że udało się nam unikać słabości itp.  Dla mnie tegoroczny Wielki Piątek będzie oddaniem Bogu tego co we mnie słabe, tego co mi się nie udało, mogę powiedzieć Jezu pozwoliłeś mi zobaczyć jak jeszcze mało jest Ciebie we mnie  jak wiele jeszcze słabości. Lecz wiem, że ten trud, ta świadomość dla Ciebie jest cenniejsza niż wszystkie skarby świata. Przychodzą mi do głowy rożne zdania, które ostatnio słyszałam np. „dopóki walczysz jesteś zwycięzcą, albo „zacznij od nowa zacznij jeszcze raz….” lecz najbardziej do mnie dociera tekst „…porażka jest dużo bardziej dla nas cenniejsza i dużo więcej nas uczy niż zwycięstwo”.

Bogu dziękuje za wszystkie doświadczenia minionej nocy, wiem  że przyniesie to ogromne owoce, już przynosi. Boże dzięki!

 

Lucyna


Przy IX stacji miałem kryzys już ruszyłem w kierunku głównej drogi i złapałem za telefon żeby zadzwonić po odwóz… ale zaparłem się i udało się przejść niesamowite kilka następnych km 🙂 Ten fragment był na prawdę drogą krzyżową… podobnie jak trudny technicznie fragment między IV a V stacją. Te dwa odcinki zapamiętam bez wątpienia najdłużej 🙂 Dotarłem do X stacji w Chybiu gdzie szedłem już na prawdę siłą woli na jednej nodze podpierając się kijkami jak kulami… bez wiary, pomocy Boga, która dała mi sił na pewno nie dałbym rady przejść tych 8-10km IX stacja zawsze najbardziej mnie inspirowała a akurat w tym momencie miałem największy kryzys, który Bóg pomógł mi przezwyciężyć i powrócić na drogę krzyżową. Dziękuję bardzo organizatorom za wspaniałą akcję, niezapomniana przygoda i świetna okazja do refleksji, wyciszenia i przemyśleń tym bardziej, że mogłem liczyć tylko na naszą dwójkę – Boga i siebie bo nikogo innego nie było na trasie… Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam do zobaczenia – oby za rok!

 

Maciek


Szedłem z intencją dziękczynną za moich najbliższych. Chciałem ofiarować swój trud jako podziękowanie za bliskich i wierzę, że Bóg da im to, czego najbardziej potrzebują.

Lesław


Pracuję jako handlowiec. Codziennie wir pracy, mnóstwo rozmów i spotkań, cały czas nawał nowych spraw. Jeżeli do tego dodamy dwójkę dzieci i ukończoną dopiero co budowę domu, to okazuje się, że EDK jest dla mnie jedyną w swoim rodzaju szansą na dłuższą rozmowę z Bogiem sam na sam. Tak to planowałem i tak też było, w każdym razie przez większość trasy, tam gdzie nie musiałem zanadto skupiać uwagi na znalezieniu drogi. Natomiast ostatnie 15 km było dla mnie tak trudne do pokonania, że nie było mowy o żadnych głębszych rozmyślaniach tylko o walce z bolącymi nogami. A ostatnie kilka kilometrów musiałem po prostu przejść sam siebie i nie byłem w stanie na niczym innym się skupić. ALE – wtedy, kiedy myślałem tylko o tym, żeby odpuścić a jeden z wracających uczestników proponował mi podwózkę, przypomniała mi się historia o św. Franciszku i radości doskonałej. Otóż – podsumowując tą historię – św. Franciszek twierdzi, że w zasadzie jedyną rzeczą, którą możemy ofiarować Bogu jako coś pochodzącego w 100% od nas samych to ofiarowane cierpienie i wytrwałość pomimo przeciwności.  Wszystkie pozostałe rzeczy (np. pieniądze i talenty) są dane od Niego więc nie możemy się chlubić, że ofiarujemy Bogu coś, co otrzymaliśmy od Niego. I tak właśnie zrobiłem, ofiarując mój wysiłek w pewnej intencji.

Uczestnik pragnący zachować anonimowość.


Tak, było mi tak ciężko ze ciągle musiałem się modlić bo inaczej bym tego nie wytrzymał; przy tak dużym wysiłku słowa rozważań zostają na dłużej w głowie,  to jest nie tylko informacja ale też doświadczenie, musiałem je w trakcie trasy wykorzystać od razu w praktyce.

Jakub


Dla mnie, osoby niestety nieaktywnej fizycznie, EDK była wysiłkiem ponad siły. W chwilach załamania, bólu ograniczającego tempo przemieszczania do minimum, świadomości samotności pośród bezdroży, jedynym wsparciem była modlitwa, która sprawiała, że człowiek robił kolejny krok.

Grzegorz


W kontakcie z Bogiem byłem od momentu wejścia do kościoła, skupiony, myślący o trasie, słuchając wspaniałego kazania, które zwróciło uwagę na   ekstremalność naszego życia i dało wiele do przemyślenia . A potem w drodze, rozmawiając z Nim, modląc się o łaski dla członków rodziny, każdego z osobna. Rozważając swoje życie w kontekście Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, moje upadki, moje słabości, jak również ciosy i gwoździe które wbito w moje serce. Ale i ja mam swojego „Szymona z Cyreny” który zawsze pomoże, pocieszy. Bóg był ze mną na całej trasie, słuchający, współczujący, pocieszający, dodający sił, budujący mnie do jeszcze większego wysiłku w życiu codziennym.

Bez Niego ,byłbym tylko głupcem biegnącym w nocy przez las.

Dariusz


Przeżyłem dużo rozmów z Bogiem na różne tematy…

Uczestnik pragnący zachować anonimowość.


Jakiś czas temu oddaliłam się od Kościoła. Coraz to więcej informacji na temat przewinień księży. To bardzo zniechęca. Co więcej komercjalizacji i ciągle śpiewy, nie pozwalają na chwilę skupienia ani zadumy. Są raczej wyrazem nawoływania „patrzcie na mnie, jaki jestem wierzący, przecież idę drogę krzyżową ulicami miasta”. EDK jest jedna z nielicznych inicjatyw, która przywraca wiarę. Jest świadectwem niezwykłego poświęcenia i oddania.

Ewelina


Opowiadałem Stwórcy moje życie, parę razy pogroził mi palcem..

Uczestnik pragnący zachować anonimowość.


Tą trasę od I do IX stacji przemierzyłem razem z moją żoną. Bardzo nas ta wędrówka zbliżyła do Boga i do siebie. Zrozumiałem, że nasze małżeństwo jest właśnie taką wspólną drogą do Boga. Że aby osiągnąć wspólnie jakiś cel musimy iść razem przez życie. Musimy czasami zrezygnować z własnych ambicji i zamierzeń, z własnego „ja”, bo obok jest drugi człowiek, którego Bóg postawił na drodze mojego życia i za którego życiową drogę też jestem współodpowiedzialny. Choć zakończyliśmy tę trasę wcześniej z powodu kontuzji kolana mojej żony, to jednak wiem, że wielką łaską dla nas była ta wspólna Pielgrzymka. Wspólna – gdyż długie odcinki tej trasy przeszliśmy trzymając się za ręce.

Radomił


Myślę, że choć trochę się udało zbliżyć do Boga. Na pewno oderwanie się od pędu życia pozwoliło się nad nim choć na chwilę zastanowić w czym pomagały trafne rozważania zamieszczone w książeczce z EDK. Ogólnie – jestem zadowolony, liczę na to, że w przyszłym roku również wezmę udział. Być może wtedy uda się przejść w całości 😉

Uczestnik pragnący zachować anonimowość.


Tak zbliżyłam się do Boga, a dowodem na to były rozmyślania przy kolejnych stacjach Drogi Krzyżowej, które doskonale trafiały w moje obecne zmatowienia i wątpliwości. Już w połowie drogi wiedziałam, że nie będzie łatwo. Doświadczyłam wszystkie możliwe stadia bólu, ale myśl, że zawierzyłam całą drogę Bogu, pozwoliła mi dokończyć trasę .

Gabriela


Ze względu na kontuzję musiałem zejść z trasy w Mnichu. Dokuśtykałem do Bronowa (postanowiłem wstrzymać się z dzwonieniem po transport i iść, póki dam radę), gdzie Pan Bóg zatrzymał na mojej drodze p. Urszulę. Ponieważ aktualnie Pan Bóg leczy mnie z „wszystko ja sam „, doświadczenie to dobitnie pokazało mi, że czasami bez pomocy z zewnątrz, ani rusz. Chwała Panu! I podziękowania dla p. Urszuli za miłą rozmowę i podwóz do Czechowic!

Uczestnik pragnący zachować anonimowość.


Kiedy miałam kryzys prosiłam Boga o pomoc i czułam jak dodaje mi sił żeby iść dalej. Kiedy udawało mi się dotrzeć do każdej kolejnej stacji Drogi Krzyżowej i padając ze zmęczenia na kolana oddawałam całą siebie Jezusowi i czułam, że on jest przy mnie. Także czytając rozważania czułam tak jakby to Jezus przez ich treść przemawiał do mnie. To był czas na przemyślenie swojego życia.

Iwona


Takie przeżycie daje niesamowitą moc, nieporównywalną z niczym innym. Kiedy już myślisz, że więcej nie dasz rady, że już jesteś na skraju swoich możliwości potrafisz znaleźć w sobie siłę, która pcha Cię do przodu. Kiedy po wielu godzinach kończyłam trasę, mówiłam sobie- nigdy więcej! kolejny raz tego nie zniosę. Zawsze tak mówię…już nie mogę się doczekać kolejnego wyzwania 😉

Joanna


Tak, wyciszyłam się, mogłam sobie spokojnie wszystko przemyśleć, byłam tylko On i ja. Warto podjąć edk, niesamowite przeżycie którego nie da się opisać trzeba przeżyć.

Gabriela


Na EDK uwierzyłem w pomoc Boga! Że mogę liczyć na Niego nawet gdy jestem pod ciężarem grzechów.

Michał


Pierwszy raz tak silnie zrozumiałem jak wielkie cierpienie przeżył Jezus, przez co wiara wydała mi się bliższa, bardziej zrozumiała. A po za tym zrozumiałem, że człowiek jest słaby, bardzo słaby, bez Boga nie jest w stanie nic osiągnąć.

Uczestnik pragnący zachować anonimowość.


Tak zbliżyła mnie do Boga, dzięki niej poznałem sam siebie i to kim jestem

Krzysztof


Czytane świadectwa dawały mi inspirację do spotkania się z Bogiem. Też miałem ten czas tylko dla Niego, a zmaganie się ze swoją słabością stawiało mnie w odpowiedniej relacji do Niego.  Z jednej strony doświadczyłem satysfakcji, że dałem radę, z drugiej strony ostatnie 8 km było człapaniem siłą woli, umieraniem, które było mi potrzebne.

Wojtek


Spojrzałam na drogę krzyżową i Jezusa w tej drodze jako na lidera, a nie jak umęczonego Boga – Człowieka, który tylko skupiał się na bólu i szedł „bo tak trzeba było”, „bo tego ode mnie oczekują” – nie, On chciał to zrobić dla zbawienia człowieka, z miłości do nas. Rozważania i trasa (właśnie przez bezdroża, pomiędzy stacją IV a V) najbardziej pomogły mi zbliżyć się duchowo do Boga. Bo właśnie w tym odcinku trasy zostałyśmy same z koleżanką(nie widziałyśmy nikogo przed nami, ani za nami), tylko ja miałam GPS i wymagało to ode mnie pokonania lęku, słabości, paniki, że się gubimy, bo byłam odpowiedzialna za nią i za siebie. Nie mogłam pozwolić sobie na jakąkolwiek słabość czy narzekanie, musiałam skupić się na trasie i jednoczesnym odganianiu myśli, że się zgubimy i nie damy rady dojść do kolejnej stacji. Był to najtrudniejszy i zarazem najbardziej owocny odcinek trasy. Jezus też nie mógł sobie pozwolić na słabości ale iść, cierpiąc pokazać, że chcę i bierze odpowiedzialność za wszystkich ludzi z miłości.

Uczestnik pragnący zachować anonimowość.


To moja kolejna EDK i kolejne mocne doświadczenie Pana Boga w czasie marszu. W tym roku kryzys przyszedł bardzo szybko przed 20 km. Później był ten trudny odcinek przez mokradła i tam doświadczyłam obecności  Boga we wspólnocie ludzi. Kilkanaście osób właściwie w tym momencie szło razem i dzięki temu chyba w miarę sprawnie ten odcinek pokonaliśmy. Choć praktycznie bez słów, pomijając kwestie techniczne lokalizacyjne, każdy dawał coś od siebie. Czuło się siłę i w tej sile był Pan Bóg. Z kolei następne dotknięcie Boga już w samotności, kiedy z mężem zostaliśmy na trasie sami. Przez dłuższy czas nikogo przed sobą czy za nami nie widzieliśmy – wtedy też czułam Bożą Obecność bardzo głęboko. I jeszcze jedno doświadczenie,  kiedy w moich myślach pojawiały się osoby, w których intencjach mogłam ofiarować trud tej drogi – trochę tak, jakby Pan Bóg na ucho mi tych ludzi podpowiadał.

Darwina


Na pewno uświadomiłam sobie wiele rzeczy. Taka trasa uczy człowieka pokory. Szliśmy czteroosobową grupą cały czas, każdy gdzieś tam po drodze miał kryzys, chciał zakończyć ,ale jeden drugiego motywował. Wszyscy doszliśmy do celu o 14:40. Po drodze w Chybiu w lesie dołączył do nas chłopak z Opola, który już miał rezygnować, ale jak powiedział „dzięki wam idę dalej” .Więc dotarliśmy w piątkę.

Agnieszka


Na pewno tak – zbliżyłem się do Boga! Dystans był długi było bardzo dużo czasu na przemyślenia duchowne na co dzień odkładane. Modlitwa w trudzie piękna sprawa.  Świetna robota organizatorów bardzo mi sie podobało. Jestem sportowcem trenuje 6 razy w tygodniu systemy walki ale naprawdę dostałem w kość. Trzymałem cały czas tempo z 4 panami w tym jeden 71 lat. Zostałem pod kościołem w Chybiu i od tego momentu samemu na opisie. Zajechaliście mnie 16h naprawdę dobra sprawa. DZIEKUJE!

Uczestnik pragnący zachować anonimowość.


Tak, ten długotrwały wysiłek i ból który trwał jeszcze następnego dnia, pozwolił mi bardziej docenić to co Jezus zrobił dla nas Wszystkich.

Uczestnik pragnący zachować anonimowość.


Tak zbliżyłem się do Boga , na pewno , szczególnie już pod sam koniec kiedy człowiek jest najbardziej zmęczony wtedy doświadcza tej bliskości Boga

Jacek


Myślę, że tak i w takiej chwili zbliżyłem się do Boga kiedy naprawdę było trudno.

Uczestnik pragnący zachować anonimowość.